Trudno jest mi wracać do wspomnień z tej podróży. Exeter to miasto w południowo-zachodniej Anglii. Aby się tam dostać, można dolecieć samolotem do Liverpoolu i dalej wsiąść do pociągu. Trudność polega na tym, że mierząc się z tymi wspomnieniami, sięgam w pamięci do osoby, której już z nami nie ma. Została po niej pamięć, której nie chcę zniekształcić, skalać ani stracić. Dlatego nie mogę wracać do tej wizyty bez wspomnienia o przyjacielu.

W Exeter mieszka ok. 100 tysięcy mieszkańców. Do miasta dostaliśmy się pociągiem z Liverpoolu, do którego dolecieliśmy, jak wspominałem, samolotem. Na miejscu zastał nas wieczór. Odwiedzaliśmy naszą przyjaciółkę, która zaraz po studiach wyemigrowała do Wielkiej Brytanii. Poleciła nam, abyśmy po przyjeździe wzięli taksówkę. Jest to jedno z pierwszych wyraźnych wspomnień, które mam na temat tego wyjazdu po prawie 9 latach.

Exeter, dn. 16 listopada 2009 roku

Wsiedliśmy do czarnej taksówki starego modelu, które wcześniej widziałem tylko w filmach. Kierowca był Hindusem. Bezpiecznie dotarliśmy na miejsce. Wiele emocji przysporzył nam wówczas fakt, że jedziemy po lewej stronie jezdni. Wdrukowana doświadczeniem i przyzwyczajeniami w nasze umysły wizja ruchu prawostronnego została podarta na kawałki i wrzucona w kąt. W jej miejsce pojawił się niepokój, że zaraz będziemy mieli wypadek. Wreszcie zdrowy rozsądek wziął górę i po kilku minutach miałem wrażenie, że jestem już sam gotowy usiąść za kierownicą w tym kraju. Na szczęście nie miałem okazji sobie tego udowodnić…

Kolejne wspomnienia to radość ze spotkania i z dotarcia do celu. Perspektywa udania się na spoczynek po podróży również poprawiała nam humory. Kolejny dzień mieliśmy na to, aby zwiedzać miasto. Dla mnie była to pierwsza okazja, aby przyjrzeć się Brytyjczykom i temu, jak żyją, mieszkają i pracują.

Kampus uniwersystetu w Exeter, dn. 16 listopada 2009 roku

Był to także sprawdzian moich umiejętności posługiwania się językiem angielskim. Pamiętam, że wieczorna rozmowa i plany odnośnie tego, co powinniśmy zwiedzić w okolicy totalnie mnie wymęczyły. Atmosfera rozmowy była luźna, raczej nikt nie zwracał się bezpośrednio do nas. Niemniej nie potrafiłem skupić się na wątku w dyskusji dłużej niż 5 minut. Mój mózg prawie eksplodował z powodu ogromnej ilości translacji, które dokonywały się w mojej głowie.

Samo miasto pamiętam jako bardzo przyjemne i zielone. Trawa w Anglii, co mnie uderzyło, jest bardziej zielona niż w Polsce. Widać to doskonale na zdjęciach, które w tym celu nie są specjalnie podkręcane. Przekonałem się, że to, co mówi się o angielskich trawnikach, jest prawdą. Zwykle są równo przystrzyżone, zadbane, zielone i bujne.

Widok z pierwszego piętra autobusu, fot. Maciek

Warto zobaczyć katedrę w Exter. Jest to budowla romańsko-gotycka, która wyglądem nie odbiega od tego, co możemy zobaczyć w filmach z czasów średniowiecza w Anglii.

Niestety, nie pamiętam, czy cmentarz, który odwiedziliśmy, znajduje się nieopodal tej katedry, czy przy innym kościele. Stare, ciężkie i kamienne krzyże wznosiły się wprost z zielonej trawy.

W trakcie tej wizyty odwiedziliśmy też trzy inne miasta:

  • Teignmouth, miasto nad Kanałem La Manche,
  • Bath, miasto znane z rzymskich łaźni.
  • Londyn, którego przedstawiać nie trzeba.
Rzeka Exe w Exeter, fot. Maciek

Mam nadzieję, że wrócę kiedyś do Exeter. Na pewno jest to miasto warte tego, aby je zwiedzieć, zatrzymać się na chwilę. Dla mnie jest to dodatkowo miasto szczególne: aby pamiętać.