Radek Ziemniewicz

Dobrze jest pisać

W drodze do Bangkoku

Nadeszła długo oczekiwana chwila. Jedziemy busem na lotnisko Berlin Schönefeld. Jest godzina 17:45, a za oknem króluje nieprzenikniona czerń. Ostatnie dni dostarczyły wielu emocji m.in. związanych z wyjazdem. Dobrze jest być w takim wartkim nurcie zdarzeń. Mimo otaczających mnie ciemności w środku czuję ekscytację na myśl o mojej drugiej w życiu wizycie w Azji.

Na oddalonym od Szczecina o 150 km lotnisku czeka na nas samolot linii Aerofłot. Martwię się, że mamy mało czasu na odprawę, chociaż wiem, że powinniśmy zdążyć. Przypomina mi się wyjazd do Azji z Agnieszką w 2013 roku. Wtedy była to podróż w nieznane. Teraz wiem, czego mniej więcej mogę się spodziewać. To nowe uczucie, które jest tak samo przyjemne jak myśl o Tajlandii. Ten kraj zobaczę przecież po raz pierwszy.

Bilet Aerofłotu w paszporcie, dn. 1 listopada 2018 roku

Nie mogę się doczekać momentu, kiedy wylądujemy w Bangkoku. Jednocześnie cieszę się, że jestem w podróży, że nie ma mnie jeszcze na miejscu. Tak wygląda moje szczęście – gdy jestem w drodze.

Przelot Berlin-Moskwa

Dojeżdżamy na lotnisko w Berlinie ok. 15 minut przed planowanym przyjazdem. Okazało się, że do odlotu mamy prawie 4 godziny, więc czasu jest aż nadto. Po sprawnej odprawie i bezproblemowej kontroli znajdujemy się w samolocie Aerofłotu. Rosyjskie linie lotnicze zaskakują mnie tym, że w swoim logo mają sierp i młot.

Rosyjski Burger King na lotnisku Moskwa-Szeremietiewo, dn. 2 listopada 2018 roku

Lot do Moskwy przebiega spokojnie. Jest godz. 5 nad ranem, do odlotu do Bangkoku dzielą nas 2 godziny.

Udało mi się skontaktować z Omegą, która aktualnie mieszka w stolicy Tajlandii. Ma dużo ważnych obowiązków, ale ustalamy wstępnie, że spotkamy się chociaż na kawę. Omega radzi nam, żebyśmy w Bangkoku wybrali się na tramwaje wodne. To może być strzał w dziesiątkę, zwłaszcza jeśli chodzi o zwiedzanie miasta i fotografowanie. Nie mogę się doczekać!

Port lotniczy Moskwa-Szeremietiewo

Na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo widać sporo Rosji. Są matrioszki w sklepach, a z niektórych z nich spogląda sam Putin. Mijamy dywany na ścianach przy uzbeckiej knajpie. Ceny podawane są w rublach, a wszystkie napisy są po rosyjsku, angielsku i – co najciekawsze – po chińsku. Z jednej z wystaw zerka na mnie z obrazków w ramce kilka bohaterów komunizmu. Chciałbym kiedyś zwiedzić ten kraj i poznać mentalność jego mieszkańców. To, co zobaczyłem do tej pory na lotnisku, wygląda zachęcająco.

W samolocie z Moskwy do Bangkoku, dn. 2 listopada 2018 roku

Samo lotnisko wydaje się być ogromne. Duże zagęszczenie bramek prowadzących do samolotów na małej powierzchni powoduje, że szybko robi się tłoczno. Lotnisko działa od 1922 roku i wciąż jest ważnym węzłem komunikacyjnym obsługującym kilkanaście milionów turystów rocznie. Coraz więcej przewoźników przenosi się jednak do nowszego poru lotniczego Moskwa-Domodiedowo.

Przelot Moskwa-Bangkok

Śniadanie w samolocie, dn. 2 listopada 2018 roku

Lot Aerofłotem przez Azję przypominał lot sprzed 4 lat. Wówczas lecieliśmy linami Saudia Airlines. Podobny ogromny samolot z 8 siedzeniami w rzędzie w konfiguracji 2+4+2 niezmiennie robi olbrzymie wrażenie. Tak samo jak liczba pasażerów. Samolot miał stuprocentowe obłożenie, co dla Boeinga 777 stanowi pond 300 podróżnych.

Mapa z samolotu z widocznym Mt. Everest, dn. 2 listopada 2018 roku

Podczas lotu dostaliśmy na śniadanie makaron z sosem pomidorowym, sałatkę, kromkę chleba i słodką bułkę. Na obiad zestaw był prawie taki sam, tylko zamiast makaronu podano kurczaka z ryżem i groszkiem. Kurczak niestety swoim wyglądem nie zachęcał do konsumpcji. Do posiłku na deser dostaliśmy ciastko z suszonych owoców i ciasteczko z wróżbą.

You should be able to undertake and accomplish anything.

Ciastko z wróżbą

Moja przepowiednia brzmiała obiecująco.

Podróż upływa głównie na jedzeniu, drzemkach i oglądaniu trasy przelotu lub rozmowie. Lot mija zaskakująco szybko. Po prawie 10 godzinach lądujemy w Tajlandii. Przechodzimy przez kontrolę paszportową. Do naszych paszportów trafiają wizy pozwalające nam do końca miesiąca przebywać na terenie Tajlandii. Lotnisko jest olbrzymie, przytłaczająca jest również liczba podróżujących.

Ciastko z wróżbą, dn. 2 listopada 2018 roku

Wymieniam ok. 300 dolarów na tajlandzkie baty. Pieniądze są dosyć duże w porównaniu do polskich, a na każdym egzemplarzu widnieje wizerunek króla. Czytałem trochę o dużym szacunku, jakim darzy się tutaj poprzedniego i obecnego władcę. Zakazane jest przydeptywanie banknotów, które upadły na ziemię. W konsekwencji można podobno trafić do więzienia. Po tej lekturze zastanawiam się przez chwilę, czy mogę w ogóle zginać pieniądze przed włożeniem do kieszeni. Po krótkim kombinowaniu stwierdzam, że nie da się ich nie zginać i wciskam plik zgiętych papierków do portfela. Wstrzymuję oddech… Uff! Albo nikt nie zauważył, albo król nie obraża się na zginanie jego wizerunku.

Jeden z pierwszych widoków po wylądowaniu, lotnisko w Bangkoku, dn. 2 listopada 2018 roku

Pomimo fizycznego zmęczenia długą podróżą jestem zafascynowany myślą, że nadszedł czas, aby spróbować odnaleźć się w Bangkoku.

Previous

Lot z Saudia Airlines

Next

Pierwsze chwile w Bangkoku

1 Comment

  1. Jose Arcadio Morales

    Ciekawe, ciekawe. Z niecierpliwością czekam na więcej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén