Emigracja,  Fotografia

Szeroki kąt

W zeszłym tygodniu postanowiłem w ramach zimowej troski o samego siebie sprawić sobie nowy obiektyw. Poza standardowym obiektywem, który posiadam od zakupu aparatu, od dłuższego czasu używam obiektywu jasnego. Sprawdza się on świetnie w trudnych warunkach, robi piękne rozmycie tła. Jego problemem jest jego kąt widzenia, który w niektórych sytuacjach okazywał się za wąski (47°). Na pewno to doskonały wybór, jeśli chodzi o portrety. Jednak fotografowanie budynków i wnętrz sprawiało trudności lub było niemożliwe. Przykładowo obiektyw obejmował jedynie pół ściany i szafę, albo okno, nie zaś cały pokój. Nowy szerokokątny obiektyw był idealną odpowiedzią na te problemy.

W dziedzinie fotografii jestem amatorem i jest to moje hobby. Kilka razy zdarzyło mi się zrobić parę zdjęć na zlecenie. Zwykle była to inicjatywa moich przyjaciół i znajomych. Raz takie wydarzenie pociągnęło za sobą kolejne, tym razem z polecenia. Na pewno przynosi to radość i satysfakcję, ale chyba nie będę się czarował, że pójdę kiedyś tą drogą jako profesjonalista. Dobrze mi, gdy robię zdjęcia wtedy, kiedy chcę. Póki co hobby raczej nie stanie się pracą.

Dlatego dałem sobie wiele czasu na to, żeby oswoić się z jasnym obiektywem. Postanowiłem używać go tak często, jak to możliwe. Po wielu zrobionych zdjęciach czułem się z tym obiektywem na tyle komfortowo, że nie musiałem przykładać aparatu do oka, aby na tle widoku zarysowała się ramka kadru. Jest to obiektyw stałoogniskowy (bez zoomu), a zatem łatwo utrwaliło mi się wyobrażenie o tym, który fragment obrazu zobaczę przed zrobieniem zdjęcia. Na pewno jest w tym jakaś wygoda. Z drugiej strony zdjęcia z bliska (np. obiektów) zawsze były dla mnie zaskoczeniem, jak mało ten obiektyw obejmuje.

Problemem obiektywu Nikkor 50.0 mm f/1.8 były zdjęcia wykonane w klubie na parkiecie. Także zdjęcia pokoju, który przeznaczony był na wynajem. Nie dało się łatwo objąć monumentalnych obiektów takich jak kościoły, wieżowce. Nie twierdzę, że fotografowanie w takich okolicznościach było zupełnie niemożliwe. Jednak nie zawsze można oddalić się od obiektu (np. w pokoju). Tę trudność ograniczonego ogniskową kadru odczułem niejeden raz. Niemniej trzeba oddać temu obiektowi to, co w nim najlepsze: jasność i portrety. A także krajobrazy, gdzie nie potrzebujemy zoomu, bo swobodnie możemy oddalać się i zbliżać do obiektów.

Wiewiórka w Hyde Parku, dn. 11 lutego 2021 roku

Pamiętając o tych wszystkich doświadczeniach w końcu zdecydowałem się na Nikkora 10.0-20.0 mm f/4.5-5.6. Kąt widzenia tego obiektywu mieści się w przedziale od 70° do 109°. Wszystko zależy od zoomu, gdzie większy zoom zmniejsza nam kąt widzenia. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zrobiłem pierwsze zdjęcie tym obiektywem. Dwie rzeczy od razu rzuciły się w oczy:

  1. Obiektyw obejmował chodnik, ulicę i wysokie budynki po obydwu stronach jezdni.
  2. Na brzegach kadru obiekty zaczęły się wyginać, dając minimalny efekt rybiego oka.

Praca z obiektywem i efekt końcowy sprawiły mi dużo przyjemności. Cieszę się, że zdecydowałem się na nowe doznania związane z fotografowaniem. Wiele do odkrycia jeszcze przede mną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *