Pierwszy dzień w stolicy Tajlandii zapowiadał się wspaniale. Plan był prosty:  zamierzaliśmy szwendać się bez większego celu. Wybraliśmy kierunek i zaczęliśmy swobodny spacer, chłonąc i poznając nowe dla nas miasto, jego mieszkańców, widoki i jedzenie. Rano nie przewidywaliśmy jeszcze, że ufając za bardzo nowoczesnej technologii zabłądzimy w miejsce, skąd pogonią nas ludzie i psy.

Zanim rozpoczęliśmy wędrówkę warto wspomnieć o jet lagu, który nie pozwolił na wczesną pobudkę. Dopiero ok. 11 zmęczone i skołowane ciało przestało sprzeciwiać się wstaniu z łóżka. Trudno jest zmusić organizm do porannej pobudki  po locie z Europy do Azji. Zaczęliśmy więc ten dzień dopiero około południa. Zaplanowaliśmy luźny dzień w stylu chodźmy w miasto i zobaczmy, co nam życie przyniesie.

Zadowolone pasażerki tuk-tuka, dn. 3 listopada 2018 roku

Idąc za radą Omegi wybraliśmy się do Siam. Miejsce okazało się być reprezentatywną i luksusową częścią miasta. Nie znaleźliśmy żadnego punktu, który szczególnie zachwyciłby nas swoim widokiem. Po prostu jest to ładna dzielnica z mnóstwem sklepów. Pewnie ominęliśmy to, co miałoby być tutaj wyjątkowo warte zobaczenia, ale nic nie szkodzi. Cały Bangkok wydaje się dosyć jednolity, jeśli chodzi o odbiór.

Kierowca wózka przewożącego warzywa i owoce, dn. 3 listopada 2018 roku

Jako że jestem tu pierwszy raz, każdy budynek, drapacz chmur, każdy street-foodowy kramik, a także każdy kontrast między biedotą a bogactwem, jest zajmujący, chociaż podobny do poprzedniego. Nie ma tu po prostu miejsca, która nie zachęca do zastanowienia się nad tym, co się akurat obserwuje.

Częsty widok infrastruktury naziemnej kolejki BTS Skytrain, dn. 3 listopada 2018 roku

Czy widzę szczęśliwych ludzi? Który kraj chętnie by zwiedzili, skoro sami mieszkają w raju? Co by zmienili w swoim mieście?

Widok na budynki z Lumphini Park, dn. 3 listopada 2018 roku

Z Siam wyruszyliśmy w stronę zielonych terenów o nazwie Bang Kachao. Zgodnie z ideą tego dnia, nie szukaliśmy specjalnie informacji na temat tego miejsca, po prostu wybraliśmy je, aby nadać naszej wędrówce kierunek. Po drodze minęliśmy inny park, Lumphini Park, w którym chciałbym jutro pobiegać.

Charakterystyczny czerwony autobus, dn. 3 listopada 2018 roku

Podobnie jak w Tajpej widzę tutaj skwery, które w środku tłocznego miasta są dostępne dla mieszkańców do ćwiczeń.

Autobus w Bangkoku, dn. 3 listopada 2018 roku

Złota godzina fotografii zaskoczyła nas na stacji kolejki naziemnej Chong Nonsi. Zrobiliśmy tam sporo ładnych zdjęć. Oczywiście na ich dokładny przegląd i ocenę trzeba poczekać do czasu zgrania zdjęć na komputer. Liczba ładnych zdjęć najpewniej ograniczy się do kilku. Wiedząc już o tym, że nie zdążymy do parku Lumphini przed zachodem słońca, ruszyliśmy w dalszą drogę bez pośpiechu.

Most dla pieszych na stacji Chong Nonsi, dn. 3 listopada 2018 roku

Ostatnia część trasy prowadziła przez rzekę. Zbliżając się w stronę spodziewanej przeprawy promowej miasto wokół nas zaczęło się zmieniać. Gęsto rozmieszczone kramiki z jedzeniem pojawiały się coraz rzadziej. Okolica stała się mniej oświetlona latarniami miejskimi. A w zupełnie już wąskiej uliczce wybiegł na nas mały rozszczekany pies.

Złota godzina na stacji Chong Nonsi, dn. 3 listopada 2018 roku

Okazało się, że mapy Google zaprowadziły nas do przeprawy promem, której już nie było. A może nie było jej tam nigdy. Tym sposobem znaleźliśmy się w mieszkalnej części miasta. Kierowani przez mieszkańców do tego, aby zawrócić, dobitnie odczuliśmy, że nie mamy tu czego szukać.

Usługi krawieckie przy ulicy w Bangkoku, dn. 3 listopada 2018 roku

Korzystając z transportu autobusem wróciliśmy do stacji Chong Nonsi, gdzie cudowne widoki po zmroku zatrzymały nas na prawie godzinną sesję miejskich krajobrazów.

Jedno z niewielu zdjęć z mieszkalnej części Bangkoku, dn. 3 listopada 2018 roku

Wróciliśmy w okolice hotelu, gdzie szukając wegetariańskich knajp trafiliśmy na naszą wczorajszą hinduską restaurację. Początkowo nie rozpoznaliśmy, że to ta sama knajpa. Powodem była zupełnie inaczej wyglądająca ulica. Wczoraj około północy pusta, dziś raptem dwie godziny wcześniej pełna ludzi i street-foodu.

Stacja Chong Nonsi z mostem dla pieszych po zmorku, dn. 3 listopada 2018 roku

Zdecydowaliśmy jednak, że spróbujemy znaleźć inną kuchnię na kolację i wypadło na restaurację tajską. Zjadłem swoje ulubione pad thai. Było smaczne, chociaż nie ukrywam, że to, które jadłem do tej pory poza Tajlandią było równie dobre.

Kolorowy targ, Bangkok, dn. 3 listopada 2018 roku

Tak minął pierwszy dzień w całości spędzony w Bangkoku.