Na początku myślałem, że Krabi to jedna z wysp. Nic bardziej mylnego, bo Krabi to miejscowość na stałym lądzie na południu Tajlandii. Dolecieliśmy tam samolotem, aby zamieszkać w siedmioosobowym składzie w willi z basenem. Co prawda wszędzie mieliśmy daleko, ale dwudniowy pobyt zaliczam do bezcennych chwil.

Ale zacznijmy tę część historii od początku. Po dwóch dniach w Bangkoku wyruszyliśmy w drogę do Krabi. Mimo pięknej pogody, wakacji i zbliżającej się podróży, w powietrzu wznosiła się jakaś niepotrzebna nerwowość. Może to widmo lotu, może nasycenie miastem, nie wiem. Grunt, że spadek nastroju szybko minął.

W drodze z Krabi na wyspy, dn. 6 listopada 2018 roku

Jak już wspominałem, Krabi to miejscowość na południu kraju, więc stanowi dobrą bazę wypadową na pobliskie wyspy. Plan podróży rozpoczynał się od dojazdu na lotnisko Don Muang. Jest to drugie lotnisko w Bangkoku, nieco mniejsze od tego międzynarodowego, które nazywa się Suvarnabhumi.

Dzięki przemiłej pani z informacji turystycznej znaleźliśmy autobus na lotnisko odjeżdżający spod Pomnika Zwycięstwa. Sam dojazd przebiegał bez niespodzianek: od przystanku do przystanku.

Łodzie przycumowane do plaży, dn. 6 listopada 2018 roku

W autobusie razem z pasażerami jechała pani, która rozglądała się za nowo wsiadającymi podróżnymi, aby sprzedać i skasować im bilet. Pani miała kasownik w postaci tuby, jak ta, która pozostaje po zużyciu papierowych ręczników. Różnica była taka, że tuba tej pani była metalowa i otwierała się. Ze środka tuby pani kasjerko-konduktorka rozwijała bilet na przejazd, który przycinała jednym z końców swojego narzędzia pracy (tak, tak, tej samej tuby). To urządzenie wielofunkcyjne i sposób jego obsługi zrobiły na mnie wrażenie.

Plaża Hat Phra Nang, dn. 6 listopada 2018 roku

Na lotnisku zgodnie z planem mieliśmy spotkać się z Moniką i Grzegorzem. Nie obyło się bez drobnych problemów ze zlokalizowaniem siebie nawzajem. Wyzwaniem okazało się wyjście numer dziesięć. Wszyscy byliśmy przy tym wyjściu, ale nie mogliśmy się spotkać. Okazało się, że lotnisko ma poziom gruntu, skąd wysiada się z autobusu, oraz poziom pierwszego piętra, gdzie pasażerowie wysiadają z taksówek. To samo wyjście, ale różne poziomy.

Deszcz pada również w raju, dn. 6 listopada 2018 roku

Gdy już się spotkaliśmy, zapanowały wielka radość i szczęście! Przeszliśmy odprawę, odwiedziliśmy 7-Eleven i wymieniając dotychczasowe doświadczenia czekaliśmy na nasz lot.

W czwórkę liniami Air Asia dolecieliśmy do Krabi. Stamtąd taksówką dojechaliśmy do willi, naszego noclegu na kolejne 2 noce.

Druga wyspa po deszczu, dn. 6 listopada 2018 roku

Na miejscu czekali na nas Sylwia, Maja i Dominik. W ciągu jednego dnia ekipa powiększyła się dosyć znacząco, co dodało nowego wymiaru w nasze podróżowanie. Nowe osoby to inne spojrzenia na Tajlandię, różne doświadczenia, a także więcej różnorodnych oczekiwań co do pobytu tutaj. Do willi dojechaliśmy późnym popołudniem, dlatego na wieczór zaplanowaliśmy wspólny posiłek i relaks.

Następnego dnia postanowiliśmy zwiedzić okoliczne plaże i wyspy przy pomocy drewnianych łodzi, które można wynająć wraz z kapitanem. W tym celu dojechaliśmy ok. 11 na plażę i szukaliśmy tego typu ofert przy samym morzu. Była to alternatywa do wycieczek sprzedawanych w Krabi. Kupując wycieczkę w mieście najpewniej stalibyśmy się częścią jeszcze większej grupy turystów, a tak mieliśmy całą łódź do dyspozycji tylko dla siebie. Wypłynęliśmy w morze.

Niejednolita plaża na drugiej wyspie, dn. 6 listopada 2018 roku

Pierwszym przystankiem była przepiękna plaża Hat Phra Nang z wydzielonym fragmentem morza do przepłynięcia na sąsiednią wysepkę. Zastanawiam się, jak wyrazić to szczęście, które można poczuć z powodu samego pobytu w jakimś miejscu i nie znajduję słów. Ta pierwsza wyspa uświadomiła mi, że są rajskie miejsca na ziemi i co ważniejsze, jestem w jednym z nich.

Najpiękniejsze w tym było uczucie uczestniczenia, świadomość udziału, namacalność znajdowania się na takiej wyspie. Najważniejszy w tym byłem ja. Moje ręce przesypywały piasek, moje usta smakowały wodę z kokosa, moje oczy widziały zachwycające krajobrazy. Wokół mnie byli moi bliscy, a przede mną roztaczała się perspektywa wielu chwil spędzonych w tym egzotycznym kraju.

Łodzie przy plaży, dn. 6 listopada 2018 roku

To był jeden z tych momentów, gdzie łatwo było być tu i teraz. Chciałbym praktykować to podejście po powrocie do domu. Być może będzie trudniej, ale… nie martwiłem się tym wtedy. Jeśli miałem na coś wpływ, to na bieżącą chwilę. I wcale mi to nie przeszkadzało.

Przy plaży znajdowała się Jaskinia Księżniczki (Princess Cave lub inaczej Tham Phra Nang). Wieść niesie, że w zamian za składane w jaskini ofiary, duch księżniczki sprawuje opiekę nad darczyńcami i odwdzięcza się różnymi przysługami. Jaskinia była pełna drewnianych penisów składowanych w tej intencji.

Formy skalne przy drugiej wyspie, dn. 6 listopada 2018 roku

Drugim przystankiem w naszej podróży drewnianą łódką była wyspa, która przywitała nas gwałtownym oberwaniem chmury. Intensywny deszcze zatrzymał nas na łodzi przez ok. 20-25 minut. Po deszczu mieliśmy ok. 40 minut, aby docenić uroki wyspy.

Trzeci przystanek zrobiliśmy w miejscu, gdzie pływało dużo kolorowych ryb. Mieliśmy kolejne kilkadziesiąt minut, żeby popływać w maskach z rurkami wśród niebiesko-żółtych ryb. Po powrocie do kraju zidentyfikowałem, że musiały to być garbiki pasiaste. Poza tym parę razy dojrzałem takie ryby jak: idolek mauretański, przedstawiciela rodziny belonowatych, czy rainbow parrotfish. Garbiki pasiaste chętnie zjadały ugotowany ryż oraz rozłupywane w wodzie ugotowane jajka (do kupienia gotowe w 7-Eleven).

Kamienista plaża na ostatniej wyspie, dn. 6 listopada 2018 roku

Czwarty postój mieliśmy na małej wyspie, na której tak naprawdę wypocząłem po całej tej podróży łodzią.

Wycieczka była bardzo udana. Z punktu widzenia osoby, która lubi robić zdjęcia, muszę docenić rozmieszczenie wysp i dynamikę linii brzegowej. Bałtyk nauczył mnie dosyć monotonnych ujęć. Nasze polskie morze wysoko stawia poprzeczkę, jeśli chce się zrobić oryginalne zdjęcie krajobrazu. Zmusza do poszukiwań nietypowej perspektywy i nieoczywistych kadrów. Może patrzę na wyspy Tajlandii przez pryzmat takich właśnie doświadczeń, ale fotografują się one praktycznie same.

Zbliżający się zachód słońca nad Krabi, dn. 6 listopada 2018 roku

Po całym dniu spędzonym na wodzie zjedliśmy smaczną kolację. Wybrałem tofu z sosem curry i z baby-cornami. Wieczorem zdecydowaliśmy, że kolejne dni spędzimy już na wyspie. Przed nami wyłaniał się wspaniały pobyt na Ko Lanta Yai.