Podróże

Ko Phi Phi Don

Na kolejną wyspę o nazwie Ko Phi Phi Don dopłynęliśmy promem ok. godziny jedenastej. Wyspa jest mniejsza od Koh Lanty, nie jeżdżą na niej samochody, więc wszędzie trzeba docierać pieszo lub dopływać taxi-łódkami. Miejsce to okazało się kolejnym rajem na ziemi, cudowną wyspą z bajecznymi krajobrazami.

Uliczki na Ko Phi Phi Don są bardzo wąskie. Każda wolna przestrzeń została zagospodarowana pod knajpę, pub, restaurację, sklep lub miejsca noclegowe. Towary po wyspie przewożone są w dwukołowych wózkach pchanych przez tragarzy. Spacerując po wyspie co chwilę słyszy się więc sygnał dźwiękowy wydawany ustami nadjeżdżającego tragarza pi-pi! Tak też wymawia się nazwę tej wyspy: ko-pi-pi.

Śniadanie w lokalu The Mango Garden, dn. 10 listopada 2018 roku

Gdy szukam słów opisujących te wyspę, znajduję same przymiotniki. Rajska, bajeczna, malownicza, sielankowa. Ten wyjątkowy nastrój buduje brak samochodów. Od razu po przybyciu usłyszeliśmy tę ciszę tła pochodzącą z tego, że na wyspie nie ma ruchu ulicznego oraz infrastruktury drogowej. Uliczki to tak naprawdę chodniki szerokie na tyle, by zmieścić falę turystów przecinaną gdzieniegdzie transportowymi wózkami.

Wycieczka łodzią

Pierwszy dzień upłynął pod hasłem poznawania okolic hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Poza zakwaterowaniem, spędzaniem czasu na plaży i znalezieniem kilku punktów z dobrym jedzeniem, kupiliśmy wycieczkę prywatną małą łodzią na następny dzień.

Kot przy hotelu, w którym mieszkaliśmy, dn. 10 listopada 2018 roku

Drugi dzień na Ko Phi Phi Don była bardziej zorganizowany i obfitował w liczne atrakcje. Zaczęliśmy od wczesnej pobudki, gdyż wypłynięcie w morze zaplanowane było na godzinę siódmą.

Shark Point

Pierwszym przystankiem był Shark Point, gdzie można obserwować rekiny w ich naturalnym środowisku. Niestety mimo naszych ogromnych nadziei, że zobaczymy rekina podczas snorkelingu, nie spotkaliśmy żadnego.

Zwiedzamy plażę, dn. 10 listopada 2018 roku

Monkey Beach

Drugi przystanek to Monkey Beach. Plaża mieści się na wyspie, ale można się na nią dostać tylko drogą morską, ponieważ jest oddzielona od reszty wyspy wzniesieniami skalnymi ze stromymi ścianami. Jest to niewielka plaża, bardzo zaśmiecona, na której przebywa stado małp.

Ko Phi Phi Don to wyspa kotów, dn. 10 listopada 2018 roku

W związku z tym, że przypłynęliśmy małą drewnianą łodzią, małpy były średnio zainteresowane naszą obecnością. Pozwoliło to nam na zrobieniu kilku dobrych zdjęć. Na plażę można zejść z łodzi i, na ile pozwala odwaga, podejść bliżej do tych zwierząt.

O świcie, dn. 11 listopada 2018 roku

Zaskoczeniem była dla mnie reakcja małp, gdy przypłynęła bogatsza od naszej łódź typu luksusowy mini-jacht zwany speedboatem. Okazało się nagle, że małpy stroniące do tej pory od moczenia swych kończyn w morzu, wysłały swoich dwóch reprezentantów na przeszpiegi do wody. Dwie małpy wbiegły do morza i zaciekawione zerkały w stronę pokładu.

Moim zdaniem jest to dowód na to, że lepiej wynająć małą, kameralną, drewnianą łódkę, niż większą sportową łódź. Podobało mi się, że byliśmy na łódce w gronie przyjaciół, nie wzbudzaliśmy większych emocji wśród zwierząt i wsparliśmy lokalnych mieszkańców. Sympatyczny pan, który dzień wcześniej sprzedał nam tę atrakcję, wyjaśnił, że kapitanem łodzi jest jego brat.

Lazurowa zatoka

Trzeci przystanek to lazurowa zatoka, jak ją nazwałem z powodu przejrzystej wody. Ta cecha wód Tajlandii nie przestaje mnie zachwycać. Mimo spędzonych już kilku dni w tym pięknym miejscu, nie mogę się przyzwyczaić do barwy i czystości morza.

Lazurowa zatoka, dn. 11 listopada 2018 roku

Mieliśmy okazję popływać w zatoce otoczonej z trzech stron górami i stromymi formami skalnymi, typowymi dla krajobrazu tajlandzkich wysp. Towarzyszyły temu niesamowite szczęście, potężna dawka błogości i moc wdzięczności, że mogę przeżywać tak cudowne chwile.

Maya Beach

Ostatnim punktem przedpołudniowego zwiedzania okolic Ko Phi Phi Don była wizyta w Maya Beach. Jest to rajska plaża, na której kręcono film z Leonardo DiCaprio pt. Niebiańska plaża. Z uwagi na duży ruch turystyczny, władze Tajlandii zamknęły wyspę dla zwiedzających w celu odbudowania rafy koralowej wokół plaży. Uważam, że to bardzo dobry krok, mimo że przez tę decyzję nie mogliśmy postawić stopy na plaży.

Maya Beach, dn. 11 listopada 2018 roku

Sam widok Maya Beach z odległości kilkudziesięciu metrów z łodzi jest jednak wystarczającą nagrodą za poranną pobudkę. Po przeżycia w Emerald Cave, gdzie tłumy turystów zdominowały krajobraz tego pięknego miejsca, miło było popatrzeć na rajską plażę, na której nie ma śladu człowieka.

Kolejny kot na Ko Phi Phi Don, dn. 11 listopada 2018 roku

Po prawie 4 godzinach pływania po morzu wróciliśmy na Ko Phi Phi Don. Okolice godziny dwunastej, czyli największej spiekoty i gorąca, postanowiliśmy przeczekać w hotelowych pokojach.

Taniec z ogniami

Drugą część dnia spędziliśmy spacerując po uliczkach i plaży. Ko Phi Phi to wyspa imprezowa. Widać to po tłumach młodych ludzi i plażach, przy których ciasno stoją bary i puby. Wieczorem otwierają się małe punkty, w których można kupić wiaderko ulubionego drinka i poprosić o kilka słomek. Co odważniejsi (lub bardziej spragnieni) kupowali całe wiaderko tylko dla siebie. Z uwagi na to, że był to nasz ostatni wieczór w takim gronie, uczciliśmy to wchodząc w ten imprezowy nastrój.

Niedaleko knajpki, w której usiedliśmy, odbywał się taniec z ogniami. Zgromadzeni w lokalu i na plaży ludzie podziwiali podpalone kule i kije miotane szybko nad głowami i wokół zręcznych Tajów. Występ był dla mnie tym ciekawszy, że pozwolił na trening robienia zdjęć w trudnych warunkach oświetleniowych.

Tajski boks

Kolejną atrakcją zaplanowaną na wieczór była wizyta w pubie z ringiem i walkami tajskiego boksu. Biletem wstępu do lokalu na walki był zakup drinka. Na środku królował ogromny, profesjonalny ring. Dookoła niego rozstawione były stoliki i ławeczki. Pod ścianą zbudowano miejsce dla widowni w postaci kafelkowanych schodków.

Czosnek, dn. 11 listopada 2018 roku

Pierwszą walkę stoczyli młodzi Tajowie. Na pełnej sali podniosła się wrzawa dopingujących ludzi. Pod dwóch rundach to publiczność zadecydowała, który zawodnik wygrał walkę, sprawiając mu większe oklaski i okrzyki niż przeciwnikowi. Pomiaru poziomu głośności dokonywał sędzia. Wygrał zawodnik czerwony.

Tajski boks, dn. 11 listopada 2018 roku

Później nastąpiła seria walk amatorskich. Każdy klient pubu mógł wziąć udział w walce. Wystarczyło wpisać się na listę. Walki te były bardziej dynamiczne. Zdawało się, że czasami walczyli znajomi sobie ludzie, zarówno koleżanki i koledzy. Wszystkie kończyły się albo po 2 rundach, albo gdy sędzia uznał, że jeden z zawodników dostał już wystarczające manto.

Nagrodą za udział w walce było wiaderko z alkoholem i medal. Zdarzyła się więc sytuacja, że na ring zgłosiły się dwie panie, które nie miały zamiaru bić się ze sobą. Jedna prawie tańcząc markowała ciosy, a druga zgrabnie robiła uniki. I tak przez całą rundę bezkontaktowego starcia. Obydwie dostarczyły jednak wszystkim radości, więc też zasłużyły na nagrodę.

Walki amatorskie, dn. 11 listopada 2018 roku

W programie była jeszcze jedna walka Tajów, tym raze nieco starszych niż poprzednio zawodników. I tu dopiero spostrzegłem, że walka ta przypominała bardziej wrestling, niż krwawy tajski boks. Dużo było tutaj udawanej walki, robienia show i zjawiskowych upadków. I dobrze, nie umniejszało to emocji rozentuzjazmowanej publiczności.

Wyspa kotów

Warto wspomnieć, że na Ko Phi Phi Don mieszka mnóstwo kotów.

Czarny kot, dn. 11 listopada 2018 roku

Potwierdzają to liczne zdjęcia, które zrobiłem tym niezwykłym zwierzętom. Do tej pory w Tajlandii spotykaliśmy na ulicach głównie psy. Ko Phi Phi okazała się wyjątkowa i zdominowana przez przedstawicieli kociego gatunku. Myślę, że warto odwiedzić to miejsce również tego powodu.

Wysokie palmy na Ko Phi Phi, dn. 12 listopada 2018 roku

Pożegnanie z Ko Phi Phi

Spacerując oświetloną po zmroku plażą wróciliśmy do hotelu.

W poniedziałek zjedliśmy ostatnie śniadanie na Ko Phi Phi Don i ok. godz. 14 wypłynęliśmy promem na Pukhet. To był wspaniały czas i jedno z piękniejszych miejsc, które zobaczyliśmy w Tajlandii. Jeśli można tęsknić za czymś z tych wakacji najbardziej, to myślę, że Ko Phi Phi jest takim czymś z kategorii: miejsca i krajobrazy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *