Trudno mi nie opisać jednej z dłuższej podróży w moim życiu. Przejazd busem z Polski do Anglii był męczący, mało wygodny i długi. A z drugiej strony wesoły, w luźnej atmosferze i zwieńczony osiągnięciem upragnionego celu. Jak to w życiu zwykle bywa – dostarczył skrajnie różnych wrażeń.

Namiary na busa przewożącego ludzi ze zwierzętami dostałem pocztą pantoflową. Chyba miałem szczęście, bo była to pierwsza rozmowa, którą wykonałem w tym celu. W trakcie rozmowy szybko wyczułem pozytywne wibracje od kierowcy w kontekście przewozu psa. A na braku problemów w tej kwestii zależało mi najbardziej.

Dworzec Szczecin Zdroje, dn. 18 stycznia 2019 roku

Wyjazd z Poznania wczesnym rankiem wymusił na mnie dojazd do tego miasta dzień wcześniej. Zaopatrzony jak nomad w walizki i torby wyruszyłem z psem na dworzec. W drodze z dwiema walizkami szczególnie we znaki dawał się hamulec w jednej z nich, który samoczynnie opadał średnio co 5 minut.

Pociąg nadjechał planowo. Bagaże w pociągu złożyłem jak klocki w tetrisie i ruszyliśmy. Ahoj, przygodo!

Pokój hotelowy w Poznaniu, dn. 18 stycznia 2019 roku

Kolejny epizod wart odnotowania przydarzył nam się w Poznaniu. Bateria w telefonie rozładowała mi się w niskiej temperaturze w 30 sekund, dlatego nie miałem jak zamówić taksówki na transport człowieka z psem. Chyba tylko psiarze zrozumieją, jak przegraną sprawą jest szukanie w takiej sytuacji taksówki na postoju.

Joko przed długą podróżą, dn. 18 stycznia 2019 roku

Cóż, nie miałem innego wyjścia, niż próbować do skutku. Prosiłem chociaż o skontaktowanie się z bazą i zapytanie, czy jest kierowca, którzy przewiezie labradora z właścicielem. Drugi taksówkarz stwierdził, że może tyle dla mnie zrobić. Po wyjściu z wozu oznajmił, że nikt nas nie zabierze. Podrapał się w głowę, popatrzył jeszcze raz na Joko i zapytał, czy pies dużo łazi po pojeździe.

Pierwszy dłuższy postój, ostatni w Polsce, dn. 19 stycznia 2019 roku

Spojrzałem na czarną sukę, która w mrozie spoglądała na mnie pytając czarnymi oczami, czy możemy już iść, bo zimno…
– Nie, w ogóle, tylko siedzi lub leży – odpowiedziałem.
– A czy może siedzieć z przodu?
– Może – odpowiadając, zdziwiłem się tym pytaniem. – Nie ma problemu.
– Dobrze, zawiozę was.

W trakcie jazdy wyjaśniło się, że taksówkarz miał kiedyś wezwanie do klienta, który chciał przewieźć małego pieska. Na miejscu mały piesek okazał się być pitbulterierem, który mocno przebierał łapkami. A właściciel ów czworonoga zastrzegł stanowczo, że pies musi jechać i tuptać na tylnej kanapie, bo źle znosi podróż autem. To nie mogło się spodobać kierowcy auta ze skórzanymi siedzeniami…

Zadowoleni dojechaliśmy do hotelu, gdzie musiało nam wystarczyć cztery godziny snu.

Zmiana koła, Joko czuwa, dn. 19 stycznia 2019 roku

Bus marki Mercedes Sprinter podjechał po nas o 4:20 rano. Był podzielony mniej więcej w połowie ścianką. Z tyłu było miejsce na bagaże, w przedniej części – dla ludzi. Joko musiała jechać pod moimi nogami na rozłożonym na podłodze kocu.

Dojeżdżamy do granicy francusko-brytyjskiej, dn. 19 stycznia 2019 roku

Prawie 20 godzin jazdy poszatkowanych było licznymi postojami na fajkę, siku, jedzenie i rozprostowanie kości. Krótkie chwile szczęścia dla psa. Każdy postój poświęciliśmy na spacer, żeby nie zwariować po powrocie do busa. Większość czasu przespałem, resztę przegadałem z wesołymi towarzyszami podróży. Nie przydały się ani książki, ani laptop z grami komputerowymi.

Niemniej sama podróż była męcząca i gdyby nie to, że jeszcze trudniej jest mi sobie wyobrazić zostawienie psa w luku bagażowym samolotu, nie zdecydowałbym się na nią. To był prawdziwie wycieńczający dzień.

Przeprawa promem, dn. 19 stycznia 2019 roku

Z ciekawostek zapamiętam do końca życia wrażenia słuchowe, które dostarczało mi słuchanie radia. Język spikerów, reklam i piosenek zmieniał się w zależności od kraju, przez który przejeżdżaliśmy. Polska, Niemcy, Holandia, Belgia, Francja i wreszcie Anglia. A wszystko to w półśnie. Prawdziwie somnambuliczne przeżycie. Śnisz o krajach różnych języków, a to nie sen. No, może mały koszmar, w którym prosisz, żeby kolejny język był już ostatnim…

Krytyczny moment nadszedł podczas przeprawy promem do Wielkiej Brytanii. Trzeba pamiętać, że aby wjechać do tego kraju, pies musi:

  • mieć chipa,
  • posiadać wydany paszport,
  • mieć podane między 24 h a 120 h leki przeciwko tasiemcom.

Pies został z kierowcą w aucie, a ja wraz z resztą pasażerów udałem się na odprawę paszportową. Po przejściu przez francuską i brytyjską odprawę, weszliśmy z powrotem do busa. Kierowca powiedział, że strażnik tylko spojrzał na psa i że papiery dokładniej sprawdzają szczeniakom.

Londyn, dn. 20 stycznia 2019 roku

Podczas zakupu biletów na prom, zostało nam przekazane plastikowe kółko wielkości ringa, które rzuca się psom do aportowania. Kierowca wyjaśnił, że to czytnik chipów i mam przyłożyć kółko do szyi psa. Urządzenie piknęło natychmiast po zbliżeniu go do Joko, więc oddałem je w ręce kierowcy, który przekazał je z powrotem. Wszystko było w porządku, mogliśmy jechać. Uf!

Dwugodzinny rejs promem przeniósł nas z Calais we Francji do Dover w Anglii. Stamtąd kilkugodzinna podróż do stolicy Wielkiej Brytanii i po ulicach Londynu zaprowadziła mnie do celu: do nowego domu.